Padam.. fizycznie i psychicznie. Nawet nie wiem, w której sferze bardziej. Chociaż moje mięśnie mówią mi, że zdecydowanie w tej pierwszej.. ale to, z czym moja psychika musi walczyć codziennie utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak w tej drugiej. Czyli.. remis ;)
Ale.. zaczynam się tak zastanawiać czy psychologia to faktycznie moje powołanie. Nie wiem czy jestem w stanie pomóc ludziom w ich problemach. W końcu mam też swoje, które - niestety - same się nie rozwiążą. I mam brać na siebie jeszcze czyjeś? Właśnie.. Z drugiej strony, nie wyobrażam sobie, żeby tak po prostu zostawić ich samych z tym, z czym nie mogą sobie poradzić bez wsparcia. Bo jednak na coś się im przydaję, skoro słyszę od nich tyle miłych słów :) Cholera.. mam dylemat, ale wiem (a raczej wierzę), że szybko uda mi się go rozwiązać. W końcu to, co stało się w moim życiu, i o czym rzadko mówię, musi mieć jakąś przyczynę. Musi być jakiś cel. I tym celem jest chyba właśnie chęć pomocy innym...
Ups, jakoś tak poważnie się zrobiło, więc na tym zakończę.. ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz