..naaanananaa..." O.o
Cóż, nie pamiętam jak to leciało :D
Jestem śpiąca, bo i pogoda jest nienajlepsza, a trzeba się
pouczyć jeszcze. W sumie bardziej bym wolała, żeby jutro takiej nie było, bo
mam znów zajęcia i znów egzaminy. W niedzielę to samo. A miałam skończyć już
16-go. Dlaczego więc nie skończyłam?
Dobre pytanie, sama chciałabym wiedzieć. Odpowiedź z pewnością zna osoba
odpowiedzialna za harmonogram, ale jakoś nie jest chętna do wyjaśnień -.-'
Swoją drogą, zmieniając temat (bo przecież nie będę się
rozwodzić nad tamtym), mam dobry humor dziś (co widać na tytule i wstępie do
tego postu :D), nawet mimo deszczu, który pada od samego rana i ani na chwilę
nie przestał.
Ostatnio sporo czasu spędzam na świeżym powietrzu (jak tylko
pogoda dopisuje, to nie wyobrażam sobie siedzieć w domu) i czytam, czytam,
czytam. Książki Jodie Picoult, w które najbardziej się zaczytuję, są świetne i
godne polecenia. Naprawdę autorka prezentuje najwyższy poziom. Obejrzałam
wczoraj ekranizację jej książki pt. "The tenth circle" (czyli
"Dziesiąty krąg", o której to książce wspomniałam kiedyś w którymś
poście) i, szczerze mówiąc, film ani trochę nie dorównuje książce. Pomijam
fakt, że obejrzałam go w angielskiej wersji językowej (żadna polska wersja mi
nie działa), bo mi to absolutnie nie przeszkadzało, ale fabuła mnie zawiodła.
Powiem tak - aktorzy są w porządku i dobrze grają swoje role. Jest w tym filmie
jakiś pomysł, to widać, ale wątki nie są poprowadzone tak, jak powinny być.
Dużo rzeczy, zawartych w książce, jest pominiętych w filmie. Kolejność wątków
też nie jest do końca taka, jaka powinna być. Brakuje również wątku ostatniego
(moim zdaniem istotnego). Dlatego polecam przeczytać książkę, nim obejrzycie
film, bo w przeciwnym razie tylko się zniechęcicie, a książka na to nie
zasługuje.
Inną książką, którą załatwiłam już 2 razy, jest
"Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Autorem jest Sherry Argov.
Również ją polecam, bo jest napisana fajnym językiem i pomaga spojrzeć na wiele
spraw z innej strony. Długo "przymierzałam się" do jej przeczytania,
bo patrząc na tytuł z góry założyłam (niesłusznie zresztą), że książka będzie
nieciekawa. Jak się okazało - jest bardzo ciekawa i watra przeczytania.
Hm, tak sobie pomyślałam, że jakbym tak chciała wymienić
wszystkie książki, które przeczytałam (i ile razy je przeczytałam), to sporo by
tego wyszło. Może się pochwalę? :D Najwyżej przy kolejnym wpisie. Albo może
jeszcze dziś (nauka poczeka, prawda? :D) ^^
W tym poście chciałam wspomnieć jeszcze o czymś innym, więc
wątek - wyżej wymieniony - poczeka na swoją kolej.
Tak więc.. jestem chyba jednym z najlepszych dowodów na to,
że kobiety są zmienne jak cholera. Właściwie nie do końca zależało to ode
mnie.. Już mówię o co mi chodzi. Otóż, moim marzeniem zawsze było studiować j.
angielski, jednak potem zmieniłam zdanie (w sumie zupełnie niespodziewanie,
nawet dla mnie) i poszłam na psychologię. Szybko do mnie dotarło, że w tym
czuję się równie świetnie i postanowiłam, że moim kolejnym krokiem w przyszłość
będzie psychologia kliniczna. Po wielu poszukiwaniach znalazłam dobre Uczelnie
oferujące ten kierunek, musiałam tylko zastanowić się jaki system studiów
wybrać. Na początku miałam studiować zaocznie, jednak przemyślałam to i
podeszłam do sprawy racjonalnie. Stwierdziłam, że studiując zaocznie (czyli
płatnie), nie będę w stanie się utrzymać, będę tyrać ponad siły i długo tak nie
pociągnę. Uznałam więc, że muszę iść na studia dzienne, bo tak będzie mi
łatwiej. I choć wiem co będzie utrudnieniem, to i tak jest to lepsze
rozwiązanie. I tu kolejna "niespodzianka". Sprawdziłam wymagania,
które trzeba spełnić, aby dostać się na psychologię i (jak mogłam o tym nie
pomyśleć wcześniej) okazało się, że brakuje mi jednego wymaganego przedmiotu.
Niestety to mnie dyskwalifikuje. Nawet gdybym powiedziała, że skończyłam
studium na tym kierunku, to nic to nie zmieni. W dodatku na psychologię jest
mnóstwo kandydatów. I z pewnością oni spełniają wymagania. Tak więc znów
musiałam zmienić zdanie i ostatecznie (jeśli się uda) będę studiować j.
angielski i francuski na UW. Choć wolałabym psychologię, to niestety nie zawsze
można w życiu robić to, co się tak naprawdę kocha. Ale nie poddam się. Skończę
ten kierunek i pójdę na psychologię (płatnie, więc się dostanę, a wtedy będzie
mnie na to stać). Chyba, że życie znów mnie zaskoczy na tyle, że będę musiała
diametralnie zmienić zdanie...
;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz