22 cze 2012

"Here I aaammm..


..naaanananaa..." O.o

Cóż, nie pamiętam jak to leciało :D

Jestem śpiąca, bo i pogoda jest nienajlepsza, a trzeba się pouczyć jeszcze. W sumie bardziej bym wolała, żeby jutro takiej nie było, bo mam znów zajęcia i znów egzaminy. W niedzielę to samo. A miałam skończyć już 16-go. Dlaczego więc nie skończyłam?  Dobre pytanie, sama chciałabym wiedzieć. Odpowiedź z pewnością zna osoba odpowiedzialna za harmonogram, ale jakoś nie jest chętna do wyjaśnień -.-'

Swoją drogą, zmieniając temat (bo przecież nie będę się rozwodzić nad tamtym), mam dobry humor dziś (co widać na tytule i wstępie do tego postu :D), nawet mimo deszczu, który pada od samego rana i ani na chwilę nie przestał.
Ostatnio sporo czasu spędzam na świeżym powietrzu (jak tylko pogoda dopisuje, to nie wyobrażam sobie siedzieć w domu) i czytam, czytam, czytam. Książki Jodie Picoult, w które najbardziej się zaczytuję, są świetne i godne polecenia. Naprawdę autorka prezentuje najwyższy poziom. Obejrzałam wczoraj ekranizację jej książki pt. "The tenth circle" (czyli "Dziesiąty krąg", o której to książce wspomniałam kiedyś w którymś poście) i, szczerze mówiąc, film ani trochę nie dorównuje książce. Pomijam fakt, że obejrzałam go w angielskiej wersji językowej (żadna polska wersja mi nie działa), bo mi to absolutnie nie przeszkadzało, ale fabuła mnie zawiodła. Powiem tak - aktorzy są w porządku i dobrze grają swoje role. Jest w tym filmie jakiś pomysł, to widać, ale wątki nie są poprowadzone tak, jak powinny być. Dużo rzeczy, zawartych w książce, jest pominiętych w filmie. Kolejność wątków też nie jest do końca taka, jaka powinna być. Brakuje również wątku ostatniego (moim zdaniem istotnego). Dlatego polecam przeczytać książkę, nim obejrzycie film, bo w przeciwnym razie tylko się zniechęcicie, a książka na to nie zasługuje.

Inną książką, którą załatwiłam już 2 razy, jest "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?". Autorem jest Sherry Argov. Również ją polecam, bo jest napisana fajnym językiem i pomaga spojrzeć na wiele spraw z innej strony. Długo "przymierzałam się" do jej przeczytania, bo patrząc na tytuł z góry założyłam (niesłusznie zresztą), że książka będzie nieciekawa. Jak się okazało - jest bardzo ciekawa i watra przeczytania.

Hm, tak sobie pomyślałam, że jakbym tak chciała wymienić wszystkie książki, które przeczytałam (i ile razy je przeczytałam), to sporo by tego wyszło. Może się pochwalę? :D Najwyżej przy kolejnym wpisie. Albo może jeszcze dziś (nauka poczeka, prawda? :D) ^^

W tym poście chciałam wspomnieć jeszcze o czymś innym, więc wątek - wyżej wymieniony - poczeka na swoją kolej.
Tak więc.. jestem chyba jednym z najlepszych dowodów na to, że kobiety są zmienne jak cholera. Właściwie nie do końca zależało to ode mnie.. Już mówię o co mi chodzi. Otóż, moim marzeniem zawsze było studiować j. angielski, jednak potem zmieniłam zdanie (w sumie zupełnie niespodziewanie, nawet dla mnie) i poszłam na psychologię. Szybko do mnie dotarło, że w tym czuję się równie świetnie i postanowiłam, że moim kolejnym krokiem w przyszłość będzie psychologia kliniczna. Po wielu poszukiwaniach znalazłam dobre Uczelnie oferujące ten kierunek, musiałam tylko zastanowić się jaki system studiów wybrać. Na początku miałam studiować zaocznie, jednak przemyślałam to i podeszłam do sprawy racjonalnie. Stwierdziłam, że studiując zaocznie (czyli płatnie), nie będę w stanie się utrzymać, będę tyrać ponad siły i długo tak nie pociągnę. Uznałam więc, że muszę iść na studia dzienne, bo tak będzie mi łatwiej. I choć wiem co będzie utrudnieniem, to i tak jest to lepsze rozwiązanie. I tu kolejna "niespodzianka". Sprawdziłam wymagania, które trzeba spełnić, aby dostać się na psychologię i (jak mogłam o tym nie pomyśleć wcześniej) okazało się, że brakuje mi jednego wymaganego przedmiotu. Niestety to mnie dyskwalifikuje. Nawet gdybym powiedziała, że skończyłam studium na tym kierunku, to nic to nie zmieni. W dodatku na psychologię jest mnóstwo kandydatów. I z pewnością oni spełniają wymagania. Tak więc znów musiałam zmienić zdanie i ostatecznie (jeśli się uda) będę studiować j. angielski i francuski na UW. Choć wolałabym psychologię, to niestety nie zawsze można w życiu robić to, co się tak naprawdę kocha. Ale nie poddam się. Skończę ten kierunek i pójdę na psychologię (płatnie, więc się dostanę, a wtedy będzie mnie na to stać). Chyba, że życie znów mnie zaskoczy na tyle, że będę musiała diametralnie zmienić zdanie...

;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz