Pada, pada, pada i jeszcze raz pada.. Przez to jestem taka śpiąca... A mimo to trzeba było zająć się dwójką energicznych dzieci brata, ale podołałam ;)
Mogłabym powiedzieć, że nic ciekawego się nie dzieje, bo w sumie tak jest, aczkolwiek teraz zaczęły się chyba największe "zwroty" w moim życiu i ciągle zmienia się kierunek tej "życiowej drogi". którą idę. Jednak nie staram się na siłę planować, bo to nie wychodzi, i stawiam na spontaniczność.
Cały czas trenuję wszystko to, czego nauczyłam się dzięki psychologicznym książkom i efekty widać już naprawdę wyraźnie. Siłą napędową na pewno są też dla mnie osoby, które podziwiam za to "coś", co mają w sobie, a co ja zawsze chciałam mieć. Patrząc na nich - na to w jaki sposób mówią, patrzą, jak się zachowują - na te najmniejsze detale - czuję, że osiągnięcie tego samego jest dla mnie o wiele łatwiejsze, bo w nich widzę wzór własnego "ja", którym tak naprawdę jestem i zawsze byłam, ale tylko wtedy, kiedy nikt mnie nie widział (i to właśnie wymagało zmiany ;)).
Hm, co by tu jeszcze... A, tak.. co do krwiodawstwa... znów nie wyszło. Ta wredna pielęgniarka się na mnie zwyczajnie uwzięła. Było mało ludzi, więc to nie stanowiło problemu, najadłam się porządnie, więc o wagę też się przyczepić nie mogła, tak samo jak o ciśnienie. Szczęśliwa, że wreszcie się uda, oddałam próbkę krwi, po czym okazało się, że ona i tak ma jakiś problem i koniec końców (mimo moich usilnych negocjacji) nie pobrano mi krwi. Powiedziała mi, żebym przyszła oddać krew 31 sierpnia, bo wtedy już będę mogła - dobrze, przekona się więc, że złożę im wizytę.
No, to tyle jeśli chodzi o narzekanie, refleksje, wspomnienia i ogólną relację :D
Do następnego ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz