Trochę ciężko mi zacząć.. właściwie nie wiem jak ubrać w słowa to, co mam teraz w głowie...
Spróbuję....
Słyszymy wielokrotnie o pożarach. Nie jest to jakieś niespotykane zjawisko, a wręcz przeciwnie. Dlatego czytając gdzieś (przykładowo) w gazecie, że był jakiś pożar, nie reagujemy zbyt emocjonalnie. Jeśli dotyczy to nas, jeśli dzieje się to u nas, reagujemy znów nazbyt emocjonalnie i nasze zachowania są nieracjonalne. Przecież (często) ostatnią rzeczą o jakiej myślimy, jest wezwanie straży pożarnej..
To co stało się dziś, a właściwie jakąś godzinę temu, jest dla mnie pierwszym takim wydarzeniem w życiu, dlatego czuję się dziwnie i muszę to gdzieś "przelać"......
To jest takie (kurde, nie mam w głowie innego słowa niż "dziwnie", więc..) dziwne kiedy siedzisz i oglądasz telewizję i nawet przez myśl Ci nie przejdzie, że zaraz przyczynisz się do czegoś, co tak naprawdę uratuje komuś życie. Tak - nawiązuję właśnie do siebie... Właśnie dziś, jakąś godzinę temu oglądałam sobie telewizję, siedząc w pokoju z bratem, mamą, siostrą i jej chłopakiem, i usłyszeliśmy dźwięk podobny do tego, który towarzyszy fajerwerkom (okno mieliśmy uchylone). Wszyscy zastanawialiśmy się - "Co jest, kurde? Sąsiadowi się nudzi czy co?", ale stwierdziliśmy, że nie ma się czym przejmować. Jednak coś mnie tknęło, żeby sprawdzić co się dzieje. Podniosłam się z łóżka, żeby spojrzeć przez okno i dowiedzieć się co też ten sąsiad wymyślił. Kiedy spojrzałam przez okno, powiedziałam "Co to.. ogień?...O Boże, pali się! To pożar!". Wszyscy w sekundzie podnieśli się z foteli i zobaczyli to co ja - ogień, który rozprzestrzeniał się w zastraszającym tempie! Zaraz potem rozległ się krzyk sąsiadów, u których ten pożar wybuchł, a ja zobaczyłam sąsiadkę (z tego właśnie domu) biegnącą do naszego domu wraz z małym dzieckiem na rękach. Mój brat błyskawicznie zadzwonił po straż pożarną. Okazało się, że było to pierwsze zgłoszenie, więc nikt inny nie zadzwonił. Dziecko zostało u nas, ona pobiegła z powrotem na miejsce, a za nią mój brat i tata oraz chłopak mojej siostry. Gdyby nie oni i pomoc kilku innych sąsiadów (kilku, bo reszta była zajęta staniem przed domami albo na drodze, i gapieniem się na pożar zamiast pomóc), to straż pożarna (która dotarła dość późno) nie miałaby już czego ratować. Na szczęście dość dużo udało się uratować, ale wiele osób się bardzo narażało. Do tej pory trwa akcja ugaszania, ale sytuacja jest opanowana, więc kamień z serca..
Jeszcze nie ochłonęłam do końca, bo to działo się tak szybko.. W dodatku trzeba było działać jeszcze szybciej... Wciąż mam przed oczami ten ogień, który zobaczyłam i przestraszoną sąsiadkę biegnącą z dzieckiem.. Dziwnie się czuję z tytułem "Pierwsza zauważyłaś pożar. Pierwszy telefon był z Twojego domu, bo pierwsza to zobaczyłaś. Pierwsza pomoc (prawdopodobnie) też nadeszła z Twojego domu, dzięki temu, że podniosłaś się z tego łóżka i pierwsza to zauważyłaś".
Nie wiem jak dziś zasnę (jeśli w ogóle), ale z pewnością ten widok będzie długo przed moimi oczami, a ten krzyk będzie się długo odbijał echem w mojej głowie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz