20 wrz 2013

Day after day...

Hey there!

Tak, znów dość długo mnie nie było, ale nie mam wiele wolnego czasu, a jeszcze wciągnęłam się w czytanie cudownego fanfiction - w dodatku w wersji angielskiej - więc o niczym więcej nie mogłabym marzyć.

W każdym razie, wpadłam tylko z krótką notką. No i oczywiście "potwierdzeniem" tego, że wciąż o tym blogu pamiętam.

Notka będzie na temat małych nowości, ponieważ jestem osobą cholernie zmienną, o czym doskonale wiedzą moi znajomi ;) Mogłabym co prawda napisać o sytuacji, która teraz "panuje", ale choć raz powstrzymam się od zawracania komukolwiek głowy moimi problemami. No dobra - wspomnę tylko, że planowane oddanie krwi się nie udało, bo okazało się, że mój poziom hemoglobiny prowadzi bardziej do anemii niż do możliwości oddania. Mam nadzieję, że przy następnej okazji, sytuacja się nie powtórzy.

No.. a teraz będzie o rzeczach fajnych :)

Po pierwsze - zrobiłam sobie kolejny tatuaż i jest to krzyżyk na nadgarstku. Niewielki, niegruby, idealny :)
W tym samym czasie moja siostra (za moimi niekończącymi się namowami :D) zrobiła swój pierwszy tatuaż i - co bardzo mi pochlebia - jest to napis "Hope gives me strength", na który ja wpadłam. Ale to tak by the way ;)

Po drugie - cały sierpień spędziłam w domu rodzinnym, a potem odwiedziła mnie moja przyjaciółka i przez cały tydzień świetnie się bawiłyśmy, razem z moją siostrą :) Uczyłam się grać na gitarze - coś cudownego :)
Ale to, co chciałam jeszcze napisać - co prawda wiem, że mam dryg do fryzjerstwa, bo wiele osób mi to mówi, ale mimo wszystko byłam zaskoczona kiedy zobaczyłam efekt mojej pracy na głowie mojej kochanej przyjaciółki, która z włosów brązowo-czarnych (+jej jasno-brązowe niewielkie odrosty), stała się posiadaczką pięknych czerwonych włosów z ciemniejszymi i jaśniejszymi refleksami :) I podziwiam ją za to, że tak mi zaufała wiedząc, że nigdy w życiu nie ściągałam i nie widziałam jak się ściąga farbę z włosów :D

Kolejną fajną rzeczą jest to, że dopiero niedawno zdałam sobie tak naprawdę sprawę jak swobodnie i płynnie mówię po angielsku, i że nie mam problemów ze zrozumieniem go ze słuchu. Wiem, że wieeele osób mówiło mi "Twój angielski jest perfekcyjny", nawet osoby zza granicy wielokrotnie mi to mówiły i pisały, ale wiecie jak to jest - słysząc coś takiego, zawsze jest takie poczucie, że ktoś mówi to, bo chce być miły. Jednak w końcu pozwoliłam sobie w to uwierzyć. Może ze względu na swobodę jaką czuję konwersując po angielsku. Tego nie wiem, ale wiem i widzę jedno - cała moja nauka, wszystkie ćwiczenia, które wykonywałam, tłumaczenia piosenek i tekstów, które robiłam, artykuły, książki i opowiadania po angielsku, które czytałam, napisy do filmów ze słuchu, które robiłam, wywiady, których słuchałam, wszystkie konwersacje po angielsku, które prowadziłam, wszystkie różnice między akcentami i w słownictwie, których się uczyłam oglądając filmiki na youtube, i to, że w dalszym ciągu robię te wszystkie rzeczy jak tylko mam na to czas - wszystko to nie poszło na marne. Dzięki temu mogę śmiało powiedzieć, że jestem dwujęzyczna. A to takie wspaniałe uczucie :)

Ostatnią fajną rzeczą jest to, że zrobiłam sobie.. piercing nosa :) Zabawne jest to, że kiedyś mi się to naprawdę nie podobało, ale w sumie nie jestem zdziwiona, bo dokładnie tak samo miałam z kolczykiem w pępku. W każdym razie, szukałam po internecie nostril (kółeczko), tylko chciałam, żeby było najzwyklejsze w świecie (bez żadnych ozdób, cienkie i delikatne), i wyobraźcie sobie, że za cholerę nie mogłam nic takiego znaleźć, więc musiałam zadowolić się grubością 0,8 mm (głupio to zabrzmiało :D), bo tylko taki najcieńszy nostril znalazłam. Cóż "Jak się nie ma, co się lubi...".
Tak więc moja "kolekcja piercingu" nieco się zwiększyła, bo teraz jestem posiadaczką 4 kolczyków w jednym uchu, dwóch w drugim, kolczyka w nosie i w pępku. A co mnie samą dziwi - jedynie kolczyka w nosie i pierwszych kolczyków w uchu nie przekuwałam sobie sama, bo cała reszta to moje dzieło (nie jestem masochistką, po prostu jestem w stanie znieść dużo bólu) :D
Kiedyś myślałam o kolczyku w języku, ale szybko porzuciłam ten pomysł :D

Notka miała być krótsza, ale jak piszę o czymś, co lubię, zawsze się rozpisuję :)


Miłego wszystkim i do następnego!

25 cze 2013

It's been so long....

Nieźle.. nie było mnie tu naprawdę sporo czasu... Życie w Warszawie całkowicie mnie pochłonęło, tak jak praca.. którą zmieniłam jakiś czas temu (to tak swoją drogą).

Właściwie to nie wiem nawet co napisać, bo z jednej strony tyle się działo i nadal dzieje, a z drugiej strony.. ciężko mi to wszystko opisać. To jest huśtawka, jedna wielka huśtawka. Czasem naprawdę nie wiem na czym stoję. Czy to co robię ma sens, czy jest dobre.. Czy powinno być tak jak jest, czy powinnam zrobić coś, cokolwiek, żeby było inaczej... Tyle pytań, a odpowiedzi brak. I cały czas jestem rozdarta. Cały czas staję przed wyborem, z którego mam dwa wyjścia - oba złe. A nie dokonanie żadnego wyboru też jest złe. Czyli w sumie mam trzy złe wyjścia. Super.


W każdym razie, chyba nie jest najgorzej, właściwie piekło mam już za sobą, chyba.. (tak, tym razem nadużyję słowa "chyba"). Jutro jadę oddać krew, bo te 6 miesięcy, kiedy nie mogłam tego robić, minęło tak szybko, że nawet tego nie zauważyłam (swoją drogą, mój szpik nie był nikomu potrzebny przez ten czas, na szczęście).


Myślałam, że po tak długim czasie napiszę coś dłuższego, sensownego, ale nic z tego. Głowa mi pęka, więc nic kreatywnego nie wymyślę. Tak więc idę. Spać.



Do następnego.

20 mar 2013

Here for a little while ;)

Nie mam ostatnio czasu, znów jestem w Warszawie, a tu zawsze coś się znajdzie do "roboty", więc zaniedbuję mojego bloga. Właściwie jestem pewna, że straciłam już wszystkich obserwatorów, ale gdyby to tylko o nich chodziło, bywałabym tu systematycznie. Jednak ten blog jest moim "pamiętnikiem", więc nie zależy mi na jego popularności.

Dobra, trochę zboczyłam z tematu, a więc przechodzę do celu tego postu (dziwnie to zabrzmiało O.o).

Dostałam pracę! W końcu się udało ;) Jestem już po szkoleniach i jutro będzie pierwszy dzień, w którym się wykażę. Powinnam była napisać o tym wcześniej, w momencie kiedy dostałam telefon od pracodawcy, ale jak już wspomniałam - nie miałam czasu. I w sumie wszystko było takie.. dziwne? W dalszym ciągu dziwnie brzmi "Wychodzę do pracy" z moich ust, ale każdy chyba ma podobne odczucia kiedy po raz pierwszy dostaje pracę. Ech, zaczynam dziwnie pisać, więc lepiej pójdę już spać. A w dodatku za dużo razy już użyłam słowa "dziwnie".

Idę zanim się pogrążę i zakończenie tego postu będzie bardziej bezsensowne niż jest w tym momencie :D
 

Do następnego!

8 lut 2013

Okay, now something different. I meant in different language ;)



Recently, I’ve been thinking about all these people who can’t accept themselves. And since then I’ve been wondering.. why? Why is it so hard to stand in front of a mirror and say “This is me. I was born as this person I’m seeing in this mirror now. This is who I am. I love myself”? Life’s so much easier when we don’t fight with ourselves (which is obvious). Then I’m asking again – why some people can’t accept themselves? Is it that they don’t want to try? Or it’s just like they say ‘It won’t work’ before they even start trying? I know how they feel and what’s in their minds cos I was one of them before. And I’m pretty sure they know exactly that it’s wrong, that they hurt no one but only themselves and that living when you don’t like yourself is so damn hard. And because they know all this stuff, they should do something - immediately. Saying “I’m ugly, I’m fat, my smile’s awful, my ears’re too big, my nose’s the worst thing ever” and stuff like that won’t help anybody who wants to be accepted by himself. Why is it so easy for people to notice their defects and so hard to notice their assets? Everyone’s beautiful. Yes – everyone. Now I literally can hear these voices saying “That’s bullshit! Don’t try to make people believe in this shit cos you’re pretty and it’s easy for you to speak about self-acceptance”. Actually – yes, I am pretty. Wanna know why I can admit it so easy? Fine. The reason is that I’ve done my best to accept myself. I’ve been working as hard as I could and I've put much effort to achieve my aim which was to stop hating myself. It was a long and exhausting “journey” and no one helped me. I had to do it all by myself which was even harder. But I've finally made it. Which proves that everything’s possible if only we want. I know so many people who have no reason to hate themselves but they do. Really – they have NO reason cos they have two legs, two arms, two eyes, two ears, all teeth, all fingers, hair, eyebrows, eyelashes, health and so one. Also they can walk, jump, smile, talk, see, hold things in their hands, be independent etc. Isn’t that enough to be grateful for and to love yourself because of that? Cos for me that’s even too much. Some of us just forget that not everyone’s blessed with the things we have. Even those simple things like two legs. I think I know where this problem with self-acceptance comes from. It’s all because we always compare ourselves to others. We do it all the time. Well, actually you do cos I don’t. I know we live in the times where appearance’s the most important but where’s your individuality? Why do so many people want so bad to look like someone else? You are you, someone else's someone else, you’re two different people, you won’t be the same person – never. So be yourself and accept who you are and how you look. Don’t you see you’re special? No one looks like you, no one has your voice, no one smiles like you, no one laughs the way you do, no one has you hair, no one has your eyes, no one has your dimples (this is to the ones who have them), no one acts like you, no one thinks exactly the same way as you do.. and so one. What else do you want? If it’s so easy for you to compare yourself to these so-called “better ones”, then why won’t you compare yourself to these so-called “worse ones”? (To make some things clear – I don’t approve of this kind of “human division”, although I wanted to show two opposite sides). See? It’s not the same cos you obviously don’t think about the ones who’ll give everything to have what you have. I’m not judging you (or anyone else). I'm just saying what I think cos I was acting the same way before I changed. The truth is that we’re all equall. Yes, we are. No matter how we look, no matter who we are (I’m not saying about all the people who hurt anyone like physically or something cos for me they don’t deserve to be called humans), no matter what we have and no matter where we live. The point's that some of us appreciate all these little things we have even if we deserve more and the rest is just a bunch of complainers who have lots of things and still want more (and obviously don’t appreciate any of it, no matter how much they get).

So what’s your opinion now? Still gonna be like “I hate my life and myself! I’m the ugliest person in the world and I can’t accept myself!” or like “So many people would give everything to live my life, to have what I have and to look like me. How could I even say that I’m not happy when I’m blessed with all these things I have? How could I complain when I’m healthy?”. Well, it’s all up to you, I just said what I think.

I wish all of you to believe in yourselves and realize how special you really are. Stop fighting with who you are and how you look cos these two things make you - you. And this, my friends, is the point of being special in your own unique way.


Trochę inaczej było tym razem, ale napisałam to wszystko pod natchnieniem, a jakoś lepiej mi wyrażać się w języku angielskim.



Do następnego!

6 lut 2013

All these thoughts..

Piszę i usuwam, piszę i usuwam, bo nie wiem nawet jak zacząć.. Dlatego po prostu napiszę to, co chciałam, bez żadnego "wstępu" i zacznę od pytania.


Dlaczego aż tyle dziewczyn nie akceptuje samych siebie?


Większość z tych, które znam (osobiście i nie) opisuje siebie (głównie swój wygląd) używając okropnych słów. A - wierzcie mi - nie mają do tego najmniejszych powodów, bo przecież niczego im nie brakuje. Mają wszystkie kończyny, mogą wstać z łóżka, chodzić, trzymać kubek gorącej czekolady w obu dłoniach, bawić się swoim warkoczem, widzieć całe piękno natury. Nie mają żadnych guzów na twarzy czy ciele, które uniemożliwiałyby funkcjonowanie, nie mają zniekształconej twarzy ani ciała. Są zdrowe. Bez wysiłku posiadają to, za co niektórzy oddaliby wszystko.
Dlaczego więc tak strasznie siebie nienawidzą? Dlaczego cały czas porównują się do innych kobiet i zapominają o swojej indywidualności? Bo przecież nie ma drugich takich jak one. Są jedyne, wyjątkowe.
Z drugiej strony - rozumiem je. Rozumiem to w jakim punkcie tkwią. Wiem, że zaakceptowanie samej siebie wymaga nie tylko czasu, ale i wysiłku. Sporo wysiłku.. Tak, ja sama byłam kiedyś jedną z nich. Jedną z tych, które krzywdzą same siebie, walczą ze sobą jakby to miało sprawić, że nagle staną się kimś innym, że opuszczą swoje znienawidzone "ja" i staną się takim "ja", jakim chciałyby być.
W pewnym sensie jest to możliwe, a przykładem na to są gwiazdy, które za pomocą chirurgii plastycznej zmieniły swoje niezaakceptowane "ja" w takie, jakim chciały być. Ale to jest zwyczajne pójście na łatwiznę. Bo przecież co to za wysiłek iść pod skalpel, nawet mimo strachu, zasnąć i obudzić się "na gotowe". Ból fizyczny i tak zniknie po czasie.
A zaakceptowanie siebie jest trudne i nikt tego za nas nie zrobi. Nie będzie tak, że sobie zaśniemy, a wszystko zrobi się samo, bez naszego udziału. W dodatku każda negatywna opinia z czyjejś strony jeszcze bardziej utrudnia cały ten proces..
Zmiana własnej psychiki jest naprawdę ciężka (szczególnie jeśli ktoś od zawsze był uważany za gorszego przez rówieśników i cały czas żyje z tym właśnie przeświadczeniem, że jest gorszy od innych), ale nie jest niemożliwa. Tylko tutaj trzeba dać coś od siebie, żeby dostać coś w zamian. Trzeba się starać i nie odpuszczać od początku do samego końca. I przede wszystkim trzeba się "wyłączyć" na opinie innych, a zamiast tego zbudować nową - własną i tylko ją "słyszeć", tylko jej się trzymać z całych sił. Wtedy się uda.
Żaden człowiek nie powinien czuć się ze sobą źle, ani tym bardziej walczyć z tym kim jest i z tym jak wygląda. Bo po co działać przeciw sobie? Po co unieszczęśliwiać i dołować samego siebie? Po co walczyć ze sobą? Przecież jedyną ofiarą w tej walce jesteśmy my sami, bo nie osiągamy niczego poza jeszcze większą nienawiścią do samych siebie. Wszyscy wiemy, że to kompletny bezsens..
Doceńcie wszystko to co macie, każdy detal swojej twarzy i ciała, bo jest wielu takich, którym nie było dane mieć tego, co dla nas jest normą, czymś z czym się rodzimy.
Ja doceniam wszystko to co mam, to jak wyglądam. I dziękuję za to wszystko Bogu. Dziękuję przede wszystkim za to, że nie jestem idealna. I nie tylko dlatego, że idealność jest nudna, ale dlatego, że przez swoje mankamenty od dziecka nie czułam i (pomimo zmiany psychiki) nadal nie czuję się lepsza od innych. Ale akceptuję siebie. W dodatku nauczyłam się i uwierzyłam w to, że naprawdę wszyscy jesteśmy sobie równi. Nikt nie jest ode mnie ani lepszy ani gorszy. Jestem tak samo wyjątkowa jak wy wszyscy.

Mam nadzieję, że każdy kto czuje się ze sobą źle znajdzie siłę na to, żeby zaakceptować siebie i wszystkie swoje cechy. Trzymam za was wszystkich kciuki, mimo że nawet nie mamy pojęcia o swoim istnieniu ;)



Do następnego!

23 sty 2013

;)

Nie lubię pisać jakbym się "chwaliła" czymś, ale jak mogłabym nie dodać wpisu z tak pamiętnego dnia jak dzisiejszy ;)

Dziś zrobiłam pierwszy w swoim życiu tatuaż i jestem zadowolona, nawet bardzo, bo to takie fajne uczucie kiedy patrzę na niego i wiem, że marzenia się spełniają. To zabawne, bo przecież jeszcze niedawno tylko mówiłam o tym (tatuażu), a teraz już to mam :)
Po drodze natknęłam się na wiele przeszkód, m.in. problem z transportem przez pogodę, konflikt z bliską osobą.. także było ciężko i przez chwilę zwątpiłam myśląc "Cholera, życie zawsze musi wszystko utrudniać", ale nie pozwoliłam, żeby tym razem to zadziałało. Namęczyłam się, zjadłam tyle nerwów i zmarzłam, ale udało mi się osiągnąć to co chciałam. W dodatku wszystko nagle się zmieniło na pozytywne i konflikt przerodził się w śmiech. Wystarczyła wytrwałość ;) 
W sumie to chyba tyle.. Idę dalej słuchać cudownych piosenek tak niesamowicie utalentowanego zespołu jakim jest One Direction ^^



Do następnego!

10 sty 2013

The same.. again.

Patrząc na swojego ostatniego posta jestem w stanie policzyć od jakiego czasu nie jestem w formie. Od tamtego czasu aż do dziś nie udało mi się oddać krwi. Dlaczego? Bo cały czas jestem chora! Zresztą wszyscy wokół chorują. To jest jakaś epidemia, naprawdę. Oby skończyła się jak najszybciej.

Wiem, wiem - znów mało pozytywnie i znów o tym oddawaniu krwi, ale bardzo zależało mi, żeby oddać ją przed 23 stycznia. A ponieważ nadal czuję się źle (a po chorobie trzeba odczekać minimum 2 tygodnie przed oddaniem krwi), to pewnie już nie zdążę jej oddać. A potem czeka mnie sześciomiesięczna przerwa od donacji.. Dlaczego? Cóż, nawet jeśli nikogo to nie interesuje, to i tak napiszę, bo to mój blog i piszę w nim głównie o sobie :D Zresztą, to jak pisać w pamiętniku, do którego można wracać, bo to co piszę zamienia się we wspomnienia. No, więc powód jest egoistyczny, ale ludzki ;) 23 stycznia będę miała zrobiony pierwszy w swoim życiu tatuaż ^^ Cieszę się bardzo z tego powodu, bo bardzo lubię tatuaże i moim marzeniem było zrobić sobie chociaż jeden, a teraz to marzenie się spełnia, bo już wszystko ustalone i "zaklepane", więc jak miałabym się nie cieszyć ;)
Oby w przeciągu tych 6 miesięcy nikt nie potrzebował mojego szpiku.. Mam nadzieję, że mój bliźniak genetyczny (jeśli taki jest gdzieś na świecie) ma i będzie miał się dobrze. Przy okazji zachęcam do przemyślanego rejestrowania się w bazie dawców szpiku ;)

Miałam dodać coś jeszcze, ale głowa boli mnie coraz bardziej, więc czas iść spać..


Do następnego!